GIEŁDA

W jakim kierunku zmierzają relacje inwestorskie? Kamil Gemra (Inner Value)

relacje-inwestorskie-kamil-gemra

Relacje inwestorskie – w jakim kierunku zmierzają? W jaki sposób zarządy będą nam komunikować, co się dzieje w spółce? Czy transmisje video zastąpią tradycyjne spotkania na żywo z zarządem? Na te inne pytania spróbuje odpowiedzieć mój dzisiejszy gość, dr Kamil Gemra, partner w agencji relacji inwestorskich Inner Value.

Gdy się czyta publikacje na temat relacji inwestorskich, można odnieść wrażenie, że nikt już nie ma wątpliwości, czy są one potrzebne. Jednak przeglądając strony internetowe spółek giełdowych widać, że tylko część o nie dba. Jak to wygląda z Twojego punktu widzenia?

Pierwsza kwestia, o której trzeba pamiętać, to że relacje wiążą się z kosztami. Wśród spółek WIG20 czy WIG30 są dosyć duże budżety na prowadzenie działów relacji inwestorskich, więc te spółki nie mają problemu z wygospodarowaniem takich środków. Natomiast im mniejsza firma, tym ten koszt jest bardziej obciążający. Zatem nie każdy będzie prowadził relacje inwestorskie na takim samym poziomie.

Kategorycznie nie zgadzam się ze stwierdzeniem, że firma giełdowa może w ogóle nie prowadzić relacji inwestorskich. Taka spółka nie powinna być w ogóle na rynku publicznym, bo nie rozumie jego idei. Oczywiście pozostaje pytanie na jakim poziomie i kto się powinien nimi zajmować. Jednak można zauważyć trend, że coraz więcej przedsiębiorstw chce komunikować się na coraz wyższym poziomie. Oczywiście nigdy nie będzie tak, że wszyscy będą to robili super, na pewno będą liderzy i maruderzy. Ale z naszej perspektywy zauważamy, że jest coraz więcej firm, które kładą większy nacisk na kontakt z inwestorami.

Kiedy firma powinna zacząć współpracę w zakresie relacji inwestorskich?

Firma, w jakimś wymiarze, powinna zawsze prowadzić relacje inwestorskie. Modelowo powinna zacząć się przedstawiać inwestorom na kilka miesięcy przed wejściem na giełdę i komunikować się przez cały okres pobytu na niej. Największym błędem w przypadku notowanych firm, jest rozpoczęcie prowadzenia relacji inwestorskich dopiero wtedy, gdy chcą pozyskać kapitał. Niestety spotykamy się z takim podejściem i myśleniem. Wiele firm najchętniej chciałoby projektowo popracować nad relacjami inwestorskimi przez kilka tygodni czy miesięcy w myśl zasady „po co mi relacje inwestorskie, przecież ja już pozyskałem kapitał”. W InnerValue tak nie pracujemy. Jeśli ktoś chce poważnie traktować komunikację z inwestorami, to powinien o tym myśleć długofalowo. Życie biznesowe jest na tyle zmienne, że nigdy nie wiemy, czy spółka nie będzie kiedyś jeszcze pozyskiwała kapitału. Zatem warto być ciągle gotowym na takie procesy poprzez odpowiednią komunikację z rynkiem.

Jak wygląda rola agencji w spółce. Czy pełni rolę managera IR czy jest jego uzupełnieniem?

To oczywiście zależy, w dużej mierze od budżetu firmy. W dużych firmach, WIG20, mWIG40 zazwyczaj jest osoba dedykowana do relacji inwestorskich. Generalnie powinien to być ktoś z funkcją dyrektora, albo nawet członka zarządu, gdyż z takimi osobami chcą się kontaktować inwestorzy. W takim modelu my stanowimy wsparcie – w logistyce spotkań, tworzeniu prezentacji czy raportu. Co ciekawe, w przypadku np. banków, nie spotkałem się, żeby na stałe pracowała jakaś agencja IR. Banki zdecydowanie wolą wewnętrzny IR.

Im mniejsza spółka, tym częściej agencja IR zastępuje managera relacji inwestorskich. Agencja zajmuje się m.in. tworzeniem prezentacji, umawianiem spotkań z inwestorami, obsługą zapytań od inwestorów, planowaniem logistyki związanej z wynikami okresowymi. Pracujemy wtedy z właścicielem, prezesem czy dyrektorem finansowym. W przypadku małych spółek, szczególnie tych z NewConnect, osobą kontaktową w sprawie relacji inwestorskich przeważnie jest pracownik agencji.

Jakie są trendy w zakresie działań IR. Od czego się odchodzi, a jakie działania zyskują na popularności?

Wszystko idzie w kierunku cyfryzacji, nowych technologii. Niedawno odbywał się kongres relacji inwestorskich i była tam dyskusja o wykorzystaniu mediów społecznościowych. W kontekście dyrektywy MAR, dotyczącej sposobu podawania informacji cenotwórczych, to wszystko nie jest takie oczywiste. Choć warto pamiętać, że w USA spółka ma prawo określić Twitter jako oficjalny kanał komunikacji z inwestorami. Kto wie, może u nas dojdzie do tego samego.

Natomiast w kwestii „od czego się odchodzi” to myślę, że poprzez zaostrzenie przepisów zanika swoboda rozmów z mediami, a czasem również inwestorami. Pamiętam jak 10 lat temu, czytając artykuły w gazetach, można było dowiedzieć się prawie dokładnie jakie będą wyniki finansowe spółki, a nagłówki w stylu „zarobimy dwa razy więcej w tym roku” nikogo nie dziwiły.

Czy transmisje internetowe nie zastąpią tradycyjnych spotkań na żywo?

Myślę, że nie. Transmisje są coraz bardziej popularne, ale myślę, że nic nie zastąpi spotkania face to face. Trudno sobie wyobrazić, aby decyzją o zainwestowaniu w spółce milionów zapadła tylko po obejrzeniu transmisji. Oczywiście takie cyfrowe narzędzia są bardzo wygodne – jak ktoś nie może dotrzeć, może obejrzeć transmisję. Traktowałbym ją raczej jako uzupełnienie tradycyjnych narzędzi komunikacji, a nie ich substytut. W przypadku inwestorów instytucjonalnych, chyba nigdy nie dojdzie do tego, że transmisje zastąpią tradycyjne spotkania. Przecież inwestorzy dają kapitał spółce, zatem pewnie oczekują, że przynajmniej raz zobaczą się na żywo z zarządem. Ponadto, podczas spotkań można zadać jakieś pytanie, można zobaczyć ilu jest inwestorów, kto przyszedł, kto o co pytał, a przede wszystkim można dopytać w kuluarach. Poza tym inwestorzy bardzo cenią sobie również możliwość odwiedzenia siedziby spółki i poznanie biznesu „od środka”. Często daje to więcej wiedzy na temat firmy niż pokaźna prezentacja albo webinar.

Jak różni się komunikacja z inwestorami indywidualnymi w porównaniu z instytucjami. Czy opłaca się budować relacje z inwestorami indywidualnymi?

Zdecydowanie się opłaca. To oni zapewniają płynność, dyskutują na forach internetowych, budują obraz spółki. Udział inwestorów indywidualnych w obrotach na GPW jest znacznie niższy niż 10 lat temu, ale to nie znaczy, że nie powinniśmy się z nimi komunikować.

Podstawowa różnica jest taka, że inwestorzy instytucjonalni mają bardzo dużo okazji do spotkania się z zarządem, bo są organizowane spotkania kwartalne, konferencje w biurach maklerskich, itd. Jeśli ktoś jest większym inwestorem to bez problemu może zadzwonić do spółki i umówić się na spotkanie. Natomiast inwestorzy indywidualni mają mniejsze możliwości kontaktu z zarządem. Służą temu konferencje (np. Wall Street), transmisje wideo, czaty, czy też skrzynka mailowa relacji inwestorskich.

Duża zmianą jest to, że grono serwisów, które komunikują się z inwestorami indywidualnymi znacząco się poszerzyło. To nie są już tylko media typu Parkiet, Puls Biznesu, czy agencje informacyjne. 5-10 lat temu hasło inwestor indywidualny kojarzyło się jedynie ze Stowarzyszeniem Inwestorów Indywidualnych. Obecnie powstaje wiele nowych serwisów, jest coraz więcej blogerów, liderów opinii, którzy skupiają wokół siebie inwestorów. Pomagają oni pośredniczyć w kontakcie z zarządem. Ich rola znacząco wzrasta.

Często mówi się, że relacje inwestorskie korzystnie wpływają na płynność czy wycenę. Jak mierzyć efektywność relacji inwestorskich?

To jest bardzo dobre pytanie. Myślę, że gdyby ktoś znalazł jakiś prosty model, uzyskałby tytuł profesora. Można próbować zestawiać koszty relacji inwestorskich względem pozyskanego kapitału. Rozmawiając ze spółkami, główne oczekiwanie jest takie, aby wpłynąć na wycenę akcji. Poza tym płynność – jest potrzebna, aby wycena była wiarygodna. Czasem spółkę interesują parametry takie jak liczba publikacji, liczba spotkań z inwestorami instytucjonalnymi w danym roku. W literaturze dotyczącej relacji inwestorskich możemy znaleźć wiele mierników. Natomiast w praktyce, tym czego zarząd oczekuje od relacji inwestorskich to jednak głównie wpływ na wycenę.

Tagi